BROAD PEAK DLA ANTKA

Jak niektórzy z Was może pamiętają, każda moja wyprawa na ośmiotysięcznik ma przynieść coś pożytecznego.

W uproszczeniu oznacza to, że ja staram się wejść na szczyt, ale równocześnie wspólnymi siłami pomagamy dziecku, które tej pomocy potrzebuje. Tym razem chcemy pomóc 8-letniemu Antkowi. Podobnie jak i w poprzednich wyprawach na ośmiotysięczniki, gdy ich wysokość łączyłam z kwotą zbiórki, tak będzie i teraz. Broad Peak ma wysokość 8051 metrów, tak więc naszym celem będzie zebranie 8051 zł, kwoty która zostanie wykorzystana na to, żeby Antkowi było w życiu choć trochę łatwiej.

Najpierw o rodzinie Antka… Jego mama, Natalia, twierdzi że są zwykłą rodziną. „Zwykłą”? Wręcz przeciwnie, bo jest to ogromnie dzielna i równocześnie skromna rodzina. Wszystkie dzieci, a jest ich piątka (najmłodszy Maksymilian ma 4 lata, najstarszy Alex 11 lat) to wcześniaki, które po ogromnej walce o każdy oddech, nieprzerwanie odczuwają skutki wczesnych narodzin, a na dodatek mama zmaga się z  własnymi poważnymi chorobami. Jednocześnie to bardzo pozytywna rodzina, pełna miłości i dobrej energii, a nikt w niej na swój los nie narzeka i o pomoc nie prosi (żeby była jasność – propozycja pomocy wyszła z mojej strony). Kiedy pytam Natalię o jej życiowy cel, mówi że jest nim wychować dzieci na dobrych ludzi, zaś zdaniem  Jana (taty Antka) „najważniejsze co możemy im dać to nas (w znaczeniu rodziców), edukację oraz pokazać im świat”.

Ale przejdźmy do Antka… Chłopiec podbił moje serce swoim uśmiechem i tym, że umie się cieszyć każdą chwilą i każdym drobiazgiem. Urodził się wcześniakiem, z  dziecięcym porażeniem mózgowym, czego efektem są m.in. ataki padaczki, niedosłuch i to, że Antek nie może chodzić. Przeszedł już ileś operacji (kolejna w lipcu), a jego powyginane nogi jeśli nie są w gipsie, to w specjalnych ortezach, które sprawiają że nieodłącznym elementem jego życia jest ból. Wózek który pozwala mu się poruszać jest bardzo prostym modelem i marzeniem chłopaka jest specjalna przystawka, która pomogłaby mu poruszać się  bez tak dużego wysiłku rąk także po nachylonym terenie, gdzie jego słabe, schorowane ręce nie dają rady.  Kupno lepszego wózka odpada, bo jest to kwestia zarówno olbrzymich kosztów, jak i tego, że Antek rośnie, tak więc wózek trzeba będzie wkrótce wymienić.

Dzięki przystawce (którą można też przenieść na inny wózek), chłopak ma szansę się bardziej usamodzielnić, odciążyć rodziców, wspólnie z rodzeństwem uczestniczyć w wycieczkach po ścieżkach rowerowych, no i dotrzeć do szkoły bez obawy że nie będzie nikogo, kto pomoże mu podjechać wózkiem pod górkę. Niestety, przystawka o której mowa to wydatek kilkunastu tysięcy złotych, na które rodziców Antka po prostu nie stać ( rodzice Antka pokrywają stałą rehabilitację ruchową, logopedie, zajęcia z psychologiem oraz integracji sensorycznej). Rok temu rodzice Antka starali się o dofinansowanie zakupu dostawki ze środków PEFRON lecz ich wniosek został odrzucony, przez co zakup dostawki pozostaje marzeniem Antka.
Natalia, mama Antka, powiedziała mi że byłaby najszczęśliwszą osobą na świecie, gdyby zobaczyła na piasku odciski stóp Antka, albo gdyby chłopak mógł wejść na jakąś górę. W takim razie z tą górą, Antkowi pomóżmy i razem osiągnijmy to symboliczne 8051.

ps. Wszyscy którzy dorzucą się do zbiórki wezmą udział w losowaniu upominków ode mnie (książki też będą ale nie tylko). Losować będzie sam Antek!