Kolejny dzień w bazie (21/07/2021)

Ale pogoda! W znaczeniu: okropna, dołująca, barowa. Zimno, pada – na zmianę deszcz i śnieg, o poły namiotu tłucze się wiatr, najchętniej człowiek by ze śpiwora nie wyłaził. Przez te gęste chmury złapanie internetu to jak wygrana w Lotto, choć po załadowanych tytułach wiem (treść już się nie otwiera), że w Polsce upalnie, pełnia lata i co niektórzy mają tego gorąca dość. Niezadowolonych z upałów zapraszam tutaj, chętnie się zamienię.Tak w ogóle to dzisiaj wypada jedno z najważniejszych świąt muzułmańskich, Eid Al Adha. Jedną z jego tradycji jest rytualne zabijanie zwierząt, których mięso potem dzieli się w następujących proporcjach: 1/3 zostawiają sobie właściciele zwierzaka, 1/3 idzie między rodzinę i przyjaciół, zaś pozostałą 1/3 przekazuje się biednym. Podoba mi się to prospołeczne podejście. A co do zwierzaków to każdy kupuje takiego na jakiego go stać, ewentualnie w ileś osób można się na jakiegoś złożyć. I tak zakłada się, że wielbłądem wyżywi się 70 osób, podczas gdy krową/jakiem/wołem – 7, a koza to już w ogóle skromna, na ogół 1-osobowa wersja. Cenowo, w przeliczeniu na dolary amerykańskie, wygląda to mniej więcej tak: za wielbłąda trzeba liczyć przeciętnie 8 tys. USD (ale ponoć wielbłądzie mięso nie wszyscy lubią), za krowę, jaka – ok. 1500 USD, za kozę 500 USD (ceny dotyczą dorodnych, wypasionych okazów, bo takie kupuje się na świąteczny ubój; zwierzęta do hodowli można kupić taniej) . Na szczęście do bazy żadne czworonogi w ostatnim czasie nie dotarły, tak więc żadnego zabijania nie będzie. Ale nie będzie też normalnie towarzyszących temu świętu tańców i śpiewów. W związku ze śmiercią Mr Kima, po prostu nie wypada, w obozie panuje nieoficjalna żałoba.Do bazy z góry już prawie wszyscy zeszli, ale kiedy z powrotem wychodzimy, docelowo na atak szczytowy, jak na razie pozostaje tematem tabu. Trudno się dziwić, dotarcie do bazy to moment radości, wraca się jakby do domu, mając tych gór serdecznie dość i zwykle większość z nas obiecuje sobie, że już starczy, kończy wyprawę, chce wreszcie do tego prawdziwego domu, bliskich, rodziny, a na góry nawet nie chce patrzeć. Ale mija dzień, człowiek się wyśpi, zje normalne posiłki, ogrzeje się i zaczynają się myśli: a może skoro jest okazja, to spróbuję z tym atakiem szczytowym raz jeszcze? Nie, nikomu się wcale nie chce pod górę drałować, no ale przecież wiedzieliśmy że przyjechaliśmy tu na harówkę, wakacje z adrenaliną. W każdym razie większość z nas zaczyna już mimochodem zerkać na prognozy i mentalnie przygotowywać się do ponownego wyjścia. Ja dogadałam z Akbarem że dostanę nowego HAPa. Są jednak i tacy, którzy ewidentnie już odpuścili. Największym zaskoczeniem jest Thomas, Norweg z teamu narciarskiego – poprosił o tragarza w dół już na jutro. Z innych – zrezygnował Amerykanin Billy, a z bazy pod K2 m.in. Carlos (tak, ten którego opisywałam w książce o Lhotse) czy Anne Biały (Boliwijka której ojcem jest mieszkający we Francji Polak).Są jednak i tacy (pojedyncze osoby), co wciąż jeszcze są w górze. Dziwne, bo pogoda tam mało przyjemna, dużo gorsza niż ta szaruga na dole, ale takie były prognozy: zimno, bardzo silny wiatr, duże opady śniegu. Jedną z takich osób jest Argentyńczyk, który teraz dopiero dotarł do bazy (miał jakieś straszne problemy z przelotami), no i nie ma wyboru, musi w przyśpieszonym tempie zakładać obozy (zaaklimatyzowany wstępnie jest, bo pracuje jako przewodnik na Aconcagule). Druga osoba która została w Camp 3 to tajemniczy Omańczyk (większość z nas go nie kojarzy ) plus jego HAP, przy czym Omańczyk ma poważne odmrożenia. I tu zaczyna się problem, bo chcielibyśmy Omańczykowi pomóc, ale nie jest to proste. Przy tej pogodzie trudno kogoś do góry posłać, a Omańczyk o własnych siłach jak twierdzi – nie zejdzie. Poprosił o helikopter, ale znowu – przy tej pogodzie na heli i tak nie ma na to szans. Jeśli z kolei pogoda się już pojawi, helikopter na takiej wysokości (7000 m) nie wyląduje – może wziąć chorego jedynie na zasadzie podczepienia do liny. I tu jest największy problem – Omańczyka tak zabrać nie można, bo facet okazał się emocjonalnie niestabilny. Nie wiadomo czy zawsze tak miał, czy ujawniło się to pod wpływem wysokości, ale zasłynął tym, że podczas ataku szczytowego rzucał się na ludzi z czekanem! No i jak takiemu pomóc?