Pierwsze wejście i dramat na Broad Peak

A jak ataki szczytowe innych? Z całkiem sporej grupy wspinaczy wymienionej narodowościami na początku szczyt zdobyło raptem 5 osób:

1) Oswald Pereira (czyli nasz, Polak)- trzeba przyznać że Oswald jest niezwykle wytrzymały, świetnie się też w najwyższych górach aklimatyzuje – wróżę mu pasmo sukcesów na ośmiotysięcznikach i trzymam kciuki za kolejne szczyty

2) Nastia Runova – młoda, również bardzo wytrzymała, ambitna, no i do tego bardzo ładna Rosjanka. Poznałam Nastię na Lhotse, kiedy to zdobyła szczyt bez dodatkowego tlenu, chociaż na zejściu miała wtedy problemy z chorobą wysokościową

3) Nils …. – młody, bardzo miły, uczynny i niezwykle sprawny Belg, który ma już za sobą zdobycie Nanga Parbat. Jego wydolność górska wszystkich nas zadziwia – przejścia między obozami Nils robi w czasach przynajmniej o połowę krótszych niż większość z nas. Właściwie to Nils jest na wyprawie na K2, a ten Broad Peak to tak „przy okazji”. Dodatkowym plusem Nilsa jest jego uczynność – nie opisywałam tego na tym blogu (będzie w książce), ale kiedy szukałam kogoś, kto by sprowadził z obozu 1 mającego ślepotę śnieżną Węgra, Nils był jedyną osobą (a pytałam wielu), która nie widziała problemu i Węgrem się zajęła.

4) Hugo – Boliwijczyk, dla którego Broad Peak to pierwszy ośmiotysięcznik, zrobiony chyba trochę pod wpływem Nilsa, jako że głównym celem ma być K2. Z górami Hugo ma do czynienia na co dzień, z racji tego że u siebie w kraju pracuje jako przewodnik górski.

5) Mr Kim – 57-letni Południowokoreańczyk, dla którego Broad Peak był ostatnim, 14 ośmiotysięcznikiem. Istotne jest też i to, że Mr Kim wspinał się mając jedynie kikuty dłoni – stracił palce w wyniku odmrożeń już bardzo dawno temu.

Niestety, nie wszystko poszło na atakach szczytowych, tak jak powinno było pójść. To że będzie ciężko, to jasne,każdy wiedział, bo nie na darmo podkreśla się, że atak szczytowy na Broad Peaku jest bardzo długi (standard to 24-26 godzin). Około północy, kiedy większość osób już była w Camp 3 (zawróciła nie osiągając szczytu) zostałam obudzona pytaniem czy mam deksametazon. Miałam, bo chociaż, jak pisałam, wyleciały mi z plecaka 2 zastrzyki deksy, zostały mi jeszcze 2 zapasowe. Chwilę potem zapytano mnie jeszcze, czy bym nie użyczyła maski do butli z tlenem. No pewnie żebym użyczyła. -Dla kogo? – zainteresowałam się, choć rzecz jasna nie miało to znaczenia, bo oddałabym każdemu. – Dla Nastii. Upadła na skałach! Nie powiem, zdenerwowałam się, ale na pytanie czy mogę jakoś konkretniej pomóc uzyskałam odpowiedź, że nie, wszystko jest pod kontrolą, a akcją ratowniczą dowodzi Anton, jeden z rosyjskich narciarzy.

Ledwie przysnęłam obudzono mnie po raz kolejny. -A nie masz czołówki z mocnymi bateriami? Czołówkę rzecz jasna miałam, a baterie wymieniłam na nówki sztuki, więc powinny dać radę. Zdziwiło mnie jednak że nie mówiono już o akcji ratunkowej Nastii, a o „rescue Mr Kim”.

Kiedy obudziłam się rano i zaczęłam dobijać się do namiotu Oswalda i Nastii, nie odpowiadali wprawdzie jak się czują, ale już sam fakt, że są w namiocie, dobrze wróżył. Dopiero później dowiedziałam się, o co chodziło z akcją ratunkową. Najpierw z drogi wzdłuż poręczówki w przepaść osunęła się Nastia. Mimo że sytuacja była dramatyczna i w międzyczasie próbowano jej pomóc, w końcu (po 4 godzinach!) jakoś sama wydostała się na powierzchnię. Tyle że wkrótce po niej w tę samą pułapkę (wstępnie mówiło się że to szczelina, ale to raczej specyficzny uskok skalny) wpadł Mr Kim. Po bardzo długiej akcji ratunkowej prowadzonej gł. przez Rosjan (Walerego i Antona), udało się go już prawie wyciągnąć z głębokości 15 m, ale już na końcówce ambitny Mr Kim postanowił wyjść sam, używając jumara (popularny w górach wysokich przyrząd zaciskający się na linie). I tu coś poszło nie tak – Mr Kim runął w 20 m czeluść. Żadnego ratunku dla niego już nie było.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta śmierć. Kolejna osoba, którą poznałam, która szczerze, z całego serca kochała góry, i którą góry zabrały…