Spotkanie ekip wspinaczy (12/07/2021)

Baza pod Broad Peakiem.

Szczerze mówiąc nie przepadam nad dniami poprzedzającymi atak szczytowy. Męczy mnie psychicznie niepewność, czy to na pewno dobrze wybrane dni, czy prognozy pogody się sprawdzą, czy wszystko pójdzie tak, jak sobie planujemy, czy nie zawiedzie sprzęt, no i przede wszystkim czy nie odmówią posłuszeństwa nasze własne organizmy? Początek dnia nie był optymistyczny. Przy śniadaniu na którym zjawiłam się tylko ja i Andriej (reszta postanowiła dłużej pospać), Rosjanin zaskoczył mnie wieścią że… schodzi w dół. Definitywnie kończy wyprawę. Leci do domu. Zatkało mnie, bo chłopak jest silny i na wysokości bardzo dobrze mu szło. Niby wspominał o jakichś powodach rodzinnych, że niby córkę z kolonii trzeba odebrać, ale w pewnym momencie wspomniał też o lawinach, i to chyba był kluczowy powód. Bo prawda jest taka, że choć mało kto z nas o tym mówi, każdy chyba jednak się boi. A jeśli ma się dzieci, lęk jest z natury rzeczy poważniejszy.

Kiedy przyszedł Akbar, zeszło z kolei na temat Pawła, polskiego wspinacza. Pawła poznałam przed wyprawą, w hotelu w Skardu, i od razu go polubiłam. Odbierałam go jako sympatycznego, radosnego, spontanicznego chłopaka, który miał zdobywać Gasherbruma II, a dodatkową sympatię zyskał sobie tym – tu trochę narcyzmu z mojej strony – że zabrał na wyprawę moją książkę o Manaslu. No a tu teraz przychodzą wieści, że Pawła zabrał helikopter, że miał poważny obrzęk płuc, że stan jego zdrowia jest ciężki. Kurcze, mam nadzieję że szybko wróci do zdrowia. Paweł, jeśli to czytasz, to wiedz że się o Ciebie martwię i masz zrobić wszystko bym się martwić przestała!

Najlepszą receptą na takie ciężkie psychicznie dni jest zająć się czymś. No to się zajęłam, znaczy się rzuciłam się w wir kontaktów towarzyskich. Zaczęło się od wizyty polskich trekerów, czyli 3 chłopaków, z którymi miło sobie gawędziłam siedząc w mesie, gdy z kolei wpadł w odwiedziny z bazy pod K2 Oswald (Oswald Pereira, filmowiec który też był na zimowym K2). Oswalda bardzo lubię, działając na różnych górach jesteśmy zresztą w stałym kontakcie przez komunikatory satelitarne, a że fizycznie to niezwykle wysportowany i mocny chłopak, to mając zezwolenie na wspinanie i na K2 i na Broad Peaku, postanowił pójść z nami na atak szczytowy (główny cel Oswalda to jednak zrobić dokument filmowy nawiązujący do zimowych wydarzeń na K2). Fajnie, bo to zawsze raźniej mieć rodaka na ataku szczytowym.Po obiedzie (pyszna pizza!) poszłam obejść wszystkie obozy z zaproszeniem na jutrzejsze spotkanie w naszej mesie. To inicjatywa moja i Akbara – żeby się spotkać, uzgodnić plany dotyczące ataku szczytowego, porównać prognozy pogody (mamy je w różnych obozach z wielu różnych źródeł), no i kto chce – ustalilibyśmy jakąś wspólną strategię działań. Oczywiście wizyta w każdym obozie to przynajmniej jedna herbatka, bo taki to bazowy zwyczaj – wchodzi gość, choćby nieznajomy, to od razu stawia mu się kubek i termos z jakimś gorącym napojem. Tak swoją drogą to nie myślałam że Koreańczycy mają taką dobrą kawę (oczywiście suszoną rybą też zostałam u nich poczęstowana). Najciekawsze spotkanie miałam jednak z Seleną. Selena, „Górska Księżniczka” jak widnieje na jej facebookowym profilu, to 12-letnia Pakistanka która ma ambicję zostać najmłodszą w świecie osobą która zdobyła ośmiotysięcznik, a także Koronę Ziemi. Dziewczynka wspina się już od kilku lat razem ze swoim ojcem i jak na razie najwyższą górą jest w jej cv pakistański, niezbyt trudny Spantik (7027 m). W rozmowie jest bardzo rezolutna, śmiała i posługuje się świetnym angielskim, ale trudno żeby nie, skoro mieszka w Kanadzie (z tatą, Pakistańczykiem mówi po angielsku, z mamą w urdu). Zobaczymy jak jej pójdzie na tym Broad Peaku. Wiem że niektóre media podały, że Selena już zdobyła Broad Peak, ale to tylko dowód z jakim dystansem trzeba traktować dziennikarskie „rewelacje”. W każdym razie póki co Selena dopiero kilka dni temu dotarła do bazy i nie wyszła jeszcze nawet do obozu 1. Życzę jej jak najlepiej, choć nie jestem pewna czy przebywanie na dużych wysokościach różnie wpływających na organizm, a przede wszystkim – na mózg, jest dla dzieci w tym wieku wskazane.

Teraz jest już noc. Ostatnio bardzo zimne są te noce, ale za to niebo usiane jest milionami gwiazd, no i pięknie odznacza się Mleczna Droga. Leżę w namiocie i stukam w laptopa mocno zgrabiałymi palcami. Główne odgłosy to trzepocząca na wietrze płachta namiotu oraz huk spadających lawin – z różnych gór ale z Broad Peaka najczęściej. Góro, bądź dla mnie łaskawa!